Pamiętam, jak zaczynałem swoją przygodę ze współpracą z sieciami handlowymi.
Miałem produkt. Chęci. Wiarę. I ogromną determinację, żeby sprzedać.
Dzwoniłem, pisałem, wysyłałem maile na ogólne adresy kontaktowe, oferty, follow-upy.
Cisza.
Potem kolejne telefony — nikt nie odbierał.
Zmieniałem końcówki numerów, próbowałem różnych działów.
Raz dodzwoniłem się do księgowości i poprosiłem o numer do kupca.
Nawet dostałem!
Ale znowu — nikt nie odbierał.
Wtedy pomyślałem: może trzeba inaczej.
Pod wpływem filmu „Skazani na Shawshank” postanowiłem wrócić do starej szkoły – papier, koperta, znaczek.
I poszło.
Wysłałem naprawdę wiele ofert – do zarządów, dyrektorów, działów zakupów, marketingu, nawet do logistyki…
W lewo i w prawo…
Tygodnie mijały. Nic.
W końcu, w akcie desperacji, wziąłem kolejną kopertę, wszedłem do jednej z sieci i… udając kuriera, powiedziałem tylko:
„Poczta.”
Przeszedłem przez jedne i drugie „zasieki”…
Nie polecam tego sposobu — naprawdę.
Kupiec się wściekł. Na początku nie chciał ze mną gadać…
I miał rację.
Nie powinienem był tak robić.
Ale paradoksalnie — to właśnie wtedy zaczęliśmy wymieniać maile…
Nie dlatego, że zrobiłem coś szalonego,
tylko dlatego, że w końcu zauważył,
że po drugiej stronie jest człowiek, który naprawdę chce, a może już nie chciał mieć podobnej sytuacji…;)
Tak wyglądały moje początki.
I chyba właśnie dlatego rozumiem tych, którym trudno się przebić.
Z pierwszym kupcem, z którym podpisałem umowę, spotkałem się kiedyś na kawie.
Powiedział mi, że pierwszego dnia już widział moją ofertę. Zaczęli obserwować naszą firmę, produkt. Zastanawiać się…
I wtedy zrozumiałem jedno:
wiele czynników decyduje o tym, że udaje nam się wejść do sieci.
Niektóre są poza naszym wpływem – moment, ludzie, sytuacja, przypadek.
Ale jest też ogrom przestrzeni, na którą mamy wpływ:
nasza postawa, cierpliwość, sposób, w jaki rozmawiamy, upór, z jakim wracamy po ciszy.
Bo w handlu – tak jak w życiu – nie zawsze wygrywa ten, kto ma najlepszy produkt.
Czasem wygrywa ten, kto ma w sobie wystarczająco dużo wiary, by spróbować jeszcze raz.
I właśnie dlatego powstała ta strona.
Żeby pomóc.
Czasem podpowiedzieć, a czasem ostrzec – z czym naprawdę wiąże się współpraca z sieciami handlowymi.
Na wielu konferencjach i spotkaniach branżowych często słyszałem:
„Powiedz, jak Ci się to udało?
Mam świetny produkt… , ciągle próbuję… i nic się nie dzieje.”
Właśnie od tego chcę zacząć – od rozmów, historii i doświadczeń, które mogą pomóc tym, którzy dziś stoją tam, gdzie ja kiedyś stałem – przed drzwiami, które jeszcze się nie otworzyły.